O autorze
Aktorka. Od lat związana z warszawskim Teatrem Rozmaitości. Znana z ról w takich filmach jak: „Jestem twój”, „Zero”, „Listy do M., „Wojna polsko-ruska, „Ki” czy „Sala samobójców”, a obecnie z serialu „Sama słodycz”.
Projektuje ubrania pod marką "Stara Bardzo".
Założycielka i wykładowczyni szkoły aktorskiej aktoRstudio.
Aktorka, coacherka, projektantka, bizneswoman, nauczycielka, wegetarianka, matka.
A teraz blogerka.

Szczerość ponad wszystko

Ponieważ jestem niezwykle uczciwą osobą i choć niejeden już raz oberwało mi się za to, że jestem szczera do kości, chcę być uczciwa w stosunku do Was czytelniczki i czytelnicy drodzy. To jest tekst sponsorowany. Kto chce niech czyta, kto nie - niech po prostu zajrzy, bo warto .

Do tej pory zachwalałam uroki macierzyństwa nie wymieniając produktów, których używam, ale jest coś, czym muszę i chcę się z Wami podzielić. Dzień codzienny stał się prostszy.



Zanim wymarzony wózek zawitał na naszym podwórku, potrzebowałam przynajmniej jednego dorosłego towarzysza, żeby wyjść z dwoma wózkami i dwoma psami na spacer. Kiedy nie było nikogo chętnego pod ręką, pies mógł jedynie zaliczyć wypad na ogródek, lub ryzykowałam wrzucając bejbika do chusty a starszego do wózka. Z czego umiarkowanie zadowolony był mój kręgosłup, szczególnie gdy młodziak zaczął przybierać na kilogramach.

I tu zdradzam uroki bycia mamą celebrytką. Oprócz kilku uciążliwych aspektów, typu paparazzi za rogiem czający się na twój pierwszy spacer po urodzeniu, a to spacer z mężem, a to spacer w pierwszy ciepły dzień, a to spacer, a to spacer... Komentowane i hejtowane z entuzjazmem zdjęcia w sieci typu: taka gruba i w legginsach, choć uważam za rzecz naturalną, że kobieta po urodzeniu dziecka wygląda nieco okrągłej niż sprzed ciąży, ale cóż. O tym, jak ludzie kochają nienawidzić można inny felieton napisać .

Ale wracając do wybawienia mojej udręczonej osoby z prozy życia zaraz po urodzeniu drugiego dziecka. Otóż jestem mamą celebrytką, niezwykle zajętą i przedsiębiorczą, czasem jeżdżącą na wakacje. Postanowiłam swój potencjał celebrytki wykorzystać i stąd ten tekst. Wymarzyłam sobie Cypr na Święta Bożego Narodzenia.

Ponieważ jeżdżenie na wakacje z dzieckiem jest dosyć skomplikowanym wydarzeniem jeśli chodzi o logistykę: wózek, walizka, druga i trzecia, a dziecko nie chodzi, a nosidełko, a bagaż podręczny, a pielucha, a butelka, a kurtka, a bez kurtki, tu buty zimowe, tam klapki. Chustka, czapka, rękawiczki, a jak tu zadbać o wszystkich i w której torbie jest kubek niekapek...?
Z jednym dzieckiem wakacje to jeszcze wakacje, z drugim już pojawiają się schody, my pojechaliśmy z trójką.

Wszyscy szczęśliwi posiadacze drugiego dziecka w odstępie do trzech lat myślę, że zgodzą się ze mną, że pierwsze pół roku jest hard corem. To taki pierwszy moment, próba sił dla wszystkich członków rodziny, kiedy tak naprawdę maluszek jeszcze uczy się rzeczywistości i wiele go przeraża, a dzieciaki starsze są o wszystko zazdrosne i potrzebują dwieście procent uwagi, sprawdzają na każdym kroku czy są słuchane i zadbane w każdym szczególe, a mama jeszcze karmi piersią, jest jeszcze ledwo ciepła po porodzie...

Po drugiej cesarce właściwie nie powinno się dźwigać, bo przecież zrosty i inne na głowie odrosty, bo farby nie ma kiedy fryzjer nałożyć, choćby znajomym był i do domu te farbę przyniósł. Taki to miły czas, gdy włosy wypadają, paznokcie pękają na pół, a kręgosłup już nie istnieje, i wówczas to właśnie - jakim praktycznym rozwiązaniem okazuje się wózek podwójny! Przyznam, że długo zastanawiałam się nad tym jak to rozwiązać, żeby było wygodnie i dla malucha i dla starszego, za dużego już na dostawkę, na której bał się siadać, a za małego jeszcze na stojącą dostawkę. Wózek podwójny, ale jaki? Żeby nie musiał oglądać dna gondoli młodszego albo jechać jedno tyłem a drugie przodem...

Wymarzyłam sobie przyczepkę do roweru dla dwóch bąbelków, która jest jednocześnie wózkiem spacerowym o przyzwoitej szerokości i która jest niezwykle obrotna, zwrotna, lekka i składa się w bardzo prosty sposób, a dodatkowym bajerem jest to, że może być wózkiem do biegania.

I stało się . Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami przyczepki. Skaliste czy piaszczyste, wietrzne, słoneczne - żadne plaże nie straszne. Deszcze nie straszny, i co tam jeszcze może być straszne: dla nas nie jest!

Dzieciaki trzymają się za ręce szczęśliwe, że są razem, mają miejsce na zabawki, bidony, sucharki i inne kocyki i szmatki-gałganki, a i prowiant w kance na piknik by się zmieścił w przepastnym bagażniku. Podsumowując. Wózek sprawdził się na wyjeździe w mega trudnych warunkach np. muzeum archeologicznym. Sprawdza się też, kiedy trzeba wyjść do apteki, czy na spacer po wąskich uliczkach Saskiej Kępy.
Tyle mojej szczerości .

Z czystym sercem polecam. Jedyne, co może być uwierające to cena, ale nawet jeśli by po rodzinie zrobić zrzutę - to warto. Tylko potem do mieszkania trzeba wrzucać wózek, na klatce nie zostawiać schodowej, żeby nie kusił.
Serdecznie dziękuję, że tak to sprytnie wymyślili!
Trwa ładowanie komentarzy...