O autorze
Aktorka. Od lat związana z warszawskim Teatrem Rozmaitości. Znana z ról w takich filmach jak: „Jestem twój”, „Zero”, „Listy do M., „Wojna polsko-ruska, „Ki” czy „Sala samobójców”, a obecnie z serialu „Sama słodycz”.
Projektuje ubrania pod marką "Stara Bardzo".
Założycielka i wykładowczyni szkoły aktorskiej aktoRstudio.
Aktorka, coacherka, projektantka, bizneswoman, nauczycielka, wegetarianka, matka.
A teraz blogerka.

Kocham obserwować, jak dziecko przechodzi od jednej emocji do następnej

Korczak, który zaraz obok ojca Pio był idolem mojej mamy, powiedział kiedyś ”Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”. Uwielbiam te słowa, a jeszcze bardziej podoba mi się ich przesłanie. Kocham obserwować, jak dziecko przechodzi od jednej emocji do następnej. To bezbłędne, czyste, niczym nie zakłamane procesy. W domu mam siedmiolatka , trzylatka i siedmiomiesięcznego bejbika, także materiału do obserwacji nie brakuje. Widzę pełen wachlarz zmian emocji, w jednym momencie, ale na różnych polach.

Dziś na przykład zobaczyłam w starszym dziecku dorosłego mężczyznę, którym stara się być, szczególnie pod koniec dnia, kiedy jest już zmęczony i nie ma siły na zabawę. Wtedy udaje, że jest starszy, niż w rzeczywistości.



Ostatniego wieczoru tak poważnie ze mną rozmawiał, kiedy czytałam im bajkę na dobranoc... dopóki młodszy synek nie chwycił książki z ciekawości, bo chciał zobaczyć, co tam jest napisane. Przypadkiem drasnął starszego brata rogiem książki i nastąpiła reakcja wiązana. Jedna reakcja przechodziła w następną, zarażali się nawzajem swoimi stanami. A dokładniej wyglądało to tak: poważny, udający mężczyznę siedmiolatek, draśnięty przez trzylatka, zaczął w sekundę płakać jak malutki bejbik, na co młodszy – nieumyślny sprawca całego zdarzenia - poczuł się winny i zastygł w bezruchu na poduszce, aż przeraziłam się myśląc, że nie oddycha.

Tymczasem starszy pokonywał swoje emocje, bo ból już dawno, jak mówił, minął. Kiedy on zmagał się ze zmęczeniem i poczuciem krzywdy, ja nieudolnie próbowałam przekonać młodego, żeby się tak nie katował poczuciem winy, bo każdemu się przecież zdarza i choć ten starszy nie mówi, że nic się nie stało i że wszystko w porządku, to jednak jest wszystko w porządku. Po chwili, kiedy starszy już się opanował, zaczęłam czytać dalej bajkę, co spowodowało, że młodszy wyczuł, że jest bezpieczny i zaczął się pomału relaksować, a nawet uśmiechać. Wtedy uświadomiłam sobie, jaka to wielka różnica: widzieć uśmiech dziecka albo brak uśmiechu. Wolę dziecko "uśmiechać";)

Kolejna piękna myśl Korczaka: "Powiedz swojemu dziecku, że umie, że wie, że potrafi…"

Lenistwo:
Starszy synek usłyszał dziś w bajce, że bohater, który w dodatku ma takie samo jak on imię, jest leniwy. Zadeklarował: "to tak, jak ja. Ja jestem leniwy." Pomyślałam, że nie przyda mu się w życiu taka etykietka, jakkolwiek wygodna, więc zadzierzgnęłam rozmowę:

- Jesteś leniwy? Dlaczego tak myślisz?

- Bo nic mi się nie chce robić.

- Nic ci się nie chce robić? Ciekawe, że tak mówisz, bo ja mam wrażenie, że nie jesteś leniwy. Z moich obserwacji wynika, że chcesz, robisz i nawet lubisz robić mnóstwo rzeczy… No, może czasem nie chce ci się czegoś zrobić, typu sprzątanie, jedzenie lub ubieranie, ale za to lubisz się bawić, chodzić do szkoły, do kina, na basen, rysujesz, chcesz chodzić na szachy, chodzisz na judo. To dużo rzeczy, nie jesteś leniwy.

- Nie chciałbym już chodzić na judo, chcę chodzić na karate.

Skąd taki pomysł, żeby pomyśleć o sobie, że jest się leniwym? Z wygody? Z wycofania? Powiedziałabym, że dziecko w naszym systemie oświaty jest zagubione, ograniczone, nieszczęśliwe, mało twórcze i nie ma prawa wyrażania siebie i swojej odrębności... Czy to tylko moje obserwacje?

Mam mnóstwo znajomych, którzy posyłają dzieci do okolicznej podstawówki, a potem z hukiem je z niej zabierają i wrzucają do prywatnej szkoły. Oczywiście nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, ale jeśli nawet nie w pełnym wymiarze, to może warto zainwestować w twórczy rozwój swoich dzieci…? Taka jest moja refleksja, a że nie lubię teoretyzować, tylko działać - plan realizuję.

Nazywa się ART-HOUSE, mieści w Soho Factory. To ziszczenie moich marzeń o miejscu łączącym w sobie ambitne, kulturalne zajęcia, z przystępną formą. Jestem taka szczęśliwa, że mogę stworzyć miejsce, o którym zawsze marzyłam. Może przez sam moment tworzenia poświęcam w dość znacznym stopniu swój prywatny czas, tak cenny dla moich dzieci, ale tłumaczę to sobie, że w dłuższej perspektywie wynagrodzę im to miejscem, w którym będą mogły się realizować i odkrywać swoje talenty.

W marcu sprawdzimy, jak nam ART-HOUSE zadziała i jak dzieciaki uszczęśliwi;)

Podzielę się z Wami wrażeniami.
Trwa ładowanie komentarzy...