O autorze
Aktorka. Od lat związana z warszawskim Teatrem Rozmaitości. Znana z ról w takich filmach jak: „Jestem twój”, „Zero”, „Listy do M., „Wojna polsko-ruska, „Ki” czy „Sala samobójców”, a obecnie z serialu „Sama słodycz”.
Projektuje ubrania pod marką "Stara Bardzo".
Założycielka i wykładowczyni szkoły aktorskiej aktoRstudio.
Aktorka, coacherka, projektantka, bizneswoman, nauczycielka, wegetarianka, matka.
A teraz blogerka.

Święta w śniegu, to na starość

Kiedyś święta obchodzono w większości polskich domów w bardzo tradycyjny sposób: drzewko, sianko pod obrusem, czytanie ewangelii, prezenty pod choinką ogromną pięknie przystrojoną itd. W mojej rodzinie też tak było. Jednak w moich wspomnieniach najważniejszy jest totalny chaos i nieustający gwar dzieciaków, kuzynów sióstr, braci, no bo przecież tylko w święta można było zebrać całą rodzinę do kupy.

Zazwyczaj jechaliśmy do dziadków i tam się to wszystko odbywało. Dziadkowie pochodzili z kresów, więc Wigilia była dla nich świętem przede wszystkim rodzinnej magii. Pamiętam, że dla mnie też spotkania z kuzynostwem, wygłupy,świąteczne występy artystyczne( pamiętam że raz tak bardzo chciałem wszystkim zaimponować, że specjalnie na święta nauczyłem się całego programu kabaretowego, zerżniętego z telewizji. Miałem z 10 lat, więc oczywiście połowy nie rozumiałem, ale była frajda!) a przede wszystkim oczekiwanie na Mikołaja, i prezenty.



Co roku Mikołajem był mój tata. Wielki chłop, były zapaśnik, niezły aktor, wybór był więc oczywisty. Teraz z perspektywy czasu widzę, że dobrze był co roku przygotowany, bo Mikołaj był zawsze inny, miał różne rodzaje energii, mówił czasami w innych językach, lub łamaną polszczyzną, co dodawało pikanterii.

Przez wiele lat imponował mi ten koleś mówiący z dziwnym akcentem, ale niestety zdekonspirował się przez niechlujstwo (nie dopiął czerwonej firany, czyli płaszcza Świętego, przez co poznałem go po spodniach), zawiodłem się na całego, bo naprawdę wierzyłem, że jest prawdziwy...a tu lipa.

Zanim dostaliśmy prezent, trzeba było odstawić popisówkę: wierszyk, taniec, historyjka, lub coś tam, żeby Święty dał spokój i dotyczyło to wszystkich, nawet dorosłych lub, może ku uciesze taty, zwłaszcza dorosłych.

Wspominam to jako beztroskie, minione lata.
No bo tak: teraz nie sposób namówić rodziny na taki spęd, bo ci malutcy kuzyni, mają już swoje rodziny, dzieci, żony lub mężów, którzy mają też swoje rodziny i nie wyobrażają sobie, że może ich zabraknąć podczas świąt u "swoich" . Każdy stara się co roku spędzać święta, żeby było sprawiedliwie, raz tam, raz tu. W takich okolicznościach trudno spotkać się w starym, pierwotnym składzie.
Poza tym, zaczęło docierać do mnie kilka faktów, które sprawiły, że święta straciły dla mnie tę magiczną moc. Na przykład to, że nikt tak naprawdę nie wie, kiedy urodził się Jezus, a data grudniowa ma związek z pogańskim rytuałem pór roku.

Dalej, postać świętego Mikołaja to marketingowy chwyt amerykańskiego koncernu produkującego od 1901 roku syrop na kaszel.
Nawet drzewko bożonarodzeniowe nie ma w sobie nic z magii, bo dotarło do nas z... Niemiec.

W ogóle te święta stały się dla mnie i żony czasem, podczas którego lepiej się zmyć z pola widzenia. Drogą dedukcji, wymyśliliśmy swoją religijno-duchową formę spędzania tego czasu razem z dziećmi. I tak, skoro główny bohater tych świąt to Żyd, który całe swoje życie spędził na bliskim wschodzie, to aby bardziej poczuć klimat, co roku uciekamy z dziećmi do krajów ciepłych. Nie ma śniegu,sople z nosa nam nie wiszą, nie musimy się ubierać, jakbyśmy na sybir na zesłanie szli. Jest za to plaża, budowanie piaskowych zamków i prawdziwa choinka, czyli palma.

Taka forma spędzania Bożego narodzenia ma same atuty. Poza tym, że nie trzeba siedzieć całą Wigilię w kuchni i ogarniać czegoś, czego nie sposób ogarnąć (12 dań), to dzieciakom do głów wciskam to, że Jezus to nie był żaden bóg, ale normalny koleś, który mówił o miłości, radości itd, a gdzie łatwiej to zrozumieć - tam gdzie ciepło i przyjemnie, czy tam gdzie szaro i mroźno? Mamy poza tym szansę poobserwować jak tubylcy obchodzą te święta. Na przykład duże wrażenie na nas zrobiły kolorowe pochody na święto trzech króli w Hiszpanii albo Wigilia w Maroko, wśród muzułmanów, którzy (co też tłumaczę dzieciom) uznają Jezusa za proroka, ale uśmiechają się, gdy mówi się o nim, że był synem Boga. Swoją drogą, kiedy ostatnio streszczałem synowi biografie Jezusa Chrystusa, to nie potrafił zrozumieć, jak mógł dać się zabić, tak z własnej woli. Wywiązała się bardzo ciekawa teologiczna rozmowa, ale to może następnym razem, przy okazji Wielkanocy.

Najstarszy syn chodzi do pierwszej klasy i został obsadzony w jasełkach w roli Józefa. Gdy go odbierałem ostatnio ze szkoły, pochwalił mi się znajomością tekstu i w ogóle podniecony był nieźle. Od razu dała o sobie znać choroba zawodowa. Analiza, analiza. Spytałem, czy wie kim jest postać, którą przyjdzie mu kreować. Nie bardzo wiedział, więc do dzieła. Ominąłem wszystkie fakty, znane nam z kanonów chrześcijaństwa, na przykład to, że jego żona trochę go zdradziła, a on znosił to z pokorą. Co jest najważniejsze przy budowaniu postaci? Jaki zawód uprawia, czym się zajmuje. Mówię więc Leonowi, że Józef był cieślą, a cieśla musi być cierpliwy, spokojny, itd,. Dodałem, że kiedyś ojciec przekazywał umiejętności swoim dzieciom, więc Jezus też został cieślą… Młody nagle pyta "Czy to znaczy, że ja też zostanę aktorem?"

Tłumaczę mu, że to było 2000 lat temu i że ten Jezus musiał dużo czasu z ojcem spędzać i pewnie dużo rozmawiali, tak jak my i że musiał mieć na syna duży wpływ. Chyba zrozumiał, że ma nie lada rolę do zagrania, jaka odpowiedzialność, daleko posunięta psychologia, zżycie się z rolą, obrona jej przed klasycznym postrzeganiem Józefa - pierdoły, stojącego na uboczu wydarzeń. W każdym razie, podczas tej rozmowy dotarło do mnie, jak niedocenionym osobnikiem jest właśnie Józef. I jaki mogę mieć wpływ na rozumienie przez moje dzieci spraw związanych z religią.

Jednego jestem pewien, za rok zabieram rodzinę na święta do Izraela, już teraz zarezerwuję mieszkanie w Betlejem, żeby nie było niespodzianek.
A święta w śniegu, to na starość z choinką, 12 daniami, siankiem pod obrusem, gwarem wnuków i jeden z moich synów obowiązkowo przebrany za Mikołaja.

Michał Żurawski
Trwa ładowanie komentarzy...