O autorze
Aktorka. Od lat związana z warszawskim Teatrem Rozmaitości. Znana z ról w takich filmach jak: „Jestem twój”, „Zero”, „Listy do M., „Wojna polsko-ruska, „Ki” czy „Sala samobójców”, a obecnie z serialu „Sama słodycz”.
Projektuje ubrania pod marką "Stara Bardzo".
Założycielka i wykładowczyni szkoły aktorskiej aktoRstudio.
Aktorka, coacherka, projektantka, bizneswoman, nauczycielka, wegetarianka, matka.
A teraz blogerka.

W spokoju siła

Nie wiem, czy pisanie o macierzyństwie będzie tym, w czym będę się sprawdzać i nie wiem, czy to, co napiszę, przypadnie Wam do gustu, drogie moje miłe. Nie chciałabym, żeby ten blog był wymądrzaniem się na temat jak to świetnie mi idzie wychowanie moich dzieci i jak cudnie jest być mamą. Oczywiście uważam, że to cudnie, a moim dzieciom staram się dać wszystko co najlepsze, jak tylko potrafię, ale zastanawiałam się, czego mogą potrzebować kobiety wychowujace dzieci od innych kobiet wychowujących dzieci, bo zakładam, że w większości blogi o mamowaniu czytają mamy.

Zrobiłam w tym celu mały research blogów o mamowaniu i nie mogę otrząsnąć się do teraz. Mam wrażenie, że często bohaterkami są nie tyle same mamy i ich doświadczenie, co ich maluchy, z których niewiadomo dlaczego mamy robią gwiazdy. Zdjęcia dzieci w ciuszkach jak z pokazów mody. Katarek, kupka, pierwsze wyjście na jesienny spacer na miarę Oscara lub nagrody Nobla. Dlaczego? Za co? Po co?



Rozumiem, że dla każdej mamy jej dziecko jest wyjątkowe i wszystko robi najlepiej . To słuszne i zdrowe, ale dlaczego wywyższać dziecko i stawiać na piedestał tylko dlatego, że poprostu jest i nic wyjątkowego nie zrobiło? Po co budować wokół niego sztuczny blichtr ? Dziecku się to spodoba, bo to buduje ego, ale na dłuższą metę, patrząc z mojej perspektywy, to robienie dzieciom krzywdy, bo małe celebrytki będą za chwile miały aspiracje do bycia gwiazdami zupełnie bez powodu, a to z góry spisuje je na zaburzenie patrzenia na rzeczywistosć przez pryzmat oczekiwań, że inni powinni traktowac je wyjątkowo i na utratę normalnego, szczęśliwego dzieciństwa.

Dlatego przede wszystkim po pierwsze apel do mam, żeby nie pakowały w swoje dzieci niespełnionych ambicji. Dajcie im byc przeciętniakami, niech same odnajdą swoje miejsce w hierarchii rówieśników. Dajcie im prawo do podejmowania własnych wyborów. Pomagajcie im zrozumieć świat, bądźcie wsparciem, ale nie oszukujcie. Nie stwarzajcie ułudy, że świat aż tak nas rozpieszcza.
Traktujmy dzieci wyjatkowo, dawajmy im poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie, ale nie róbmy z nich karykatury, nie wymagajmy od nich za dużo, a przede wszystkim nie pakujmy w świat fikcji. Myślę , że i tak będzie im ciężko później w dobie pogoni za pieniądzem i wszechobecnej konkurencji, w kulcie piękna i idealizmu. Dajmy im prawo do popełniania błędów, niech czasem się pobrudzą, zachlapią, skaleczą i niech też czegoś nie potrafią. To też jest ok. Nie zawsze wszędzie muszą być pierwsze . To tak gwoli wstępu.

Tak więc kontynuując: czego mogą potrzebować kobiety-mamy od innych kobiet-mam? Przede wszystkim zrozumienia i zapewnienia, że nie tylko u nich nie jest idealnie. Na tym bazują grupy wsparcia. Zawsze łatwiej jest nam, kiedy widzimy, że nie jesteśmy ze swoim problemem same. Dlatego pomyślałam, że o wiele ciekawiej będzie dla Was, jeśli nie będę skupiała się na sobie i swoich dzieciach, ale opiszę Wam to, jak ja widzę, jak patrzę, bo lubię obserwować.

Pierwsze co mi przyszło do głowy, co zaobserwowałam jako cechę wspólną wszystkich mam, to problemy z tatą. Bo nawet jeśli wszystko się świetnie układa i w życiu pary (po rewolucji, szoku i trudnej próbie dla związku jaką jest niewątpliwie przyjście na świat bobaska, nawet najbardziej wyczekanego) jest już prawie sielankowo to zawsze to w dużej mierze zasługa kobiety.
Mężczyźni, choć nie wiem jak bardzo by się starali, nie są wyposażeni w instynkt macierzyński i pewnych rzeczy muszą się nauczyć . Nauczyć od kobiet. To wszystkie wiemy. Wiemy też, że mężczyzna nie lubi, kiedy zwraca mu się uwagę i często to jest zarzewie konfliktów, nieporozumień i rośnie lawiną. Obie strony są coraz bardziej napięte i już nie pamiętają, dlaczego i o co jest, jak jest. Jak to zrobić, żeby nie wyszło, że zrzędzimy, że ograniczamy, że nie doceniamy i że wszystko zawsze chcemy kontrolować albo, że uważamy, że wszystko najlepiej wiemy. A jednak, żeby mężczyzna był zaangażowany w opiekę i wychowanie dziecka i nie tylko to. Bo ważne, żeby nie zapominać o potrzebach związku. Dużo tego i wymaga dużo cierpliwości od kobiety.

Trudne i bardzo zależne od typów osobowości zarówno partnera, jak i partnerki.
Nie chcę dawać rad typu: mów do niego miłym i ciepłym głosem, doceniaj i chwal to, co zrobił, uśmiechaj się do niego jak wróci z pracy i nie zapominaj o seksie, ale to wszystko działa.
Mam wrażenie, że kobieca intuicja w takiej sytuacji podpowiada, co robić, pod warunkiem, że się wsłuchamy w siebie. I to jest moim zdaniem klucz.

Przy dziecku, czy dwójce dzieci a, nie daj Boże, przy trójce, czwórce i dziewiątce ciężko jest mieć chwilę na refleksję. Fajnie jak nam uda wykąpać. Mimo wszystko opłaca się usiąć na chwilę w samotności nawet na minutę, czy dwie, pójść na spacer i posłuchać siebie. Poczuć siłę i szczęście i tym promieniować, a jak czujemy, że nam nie starcza sił, to nie oczekujmy od innych, że nam pomogą, po prostu postarajmy się zregenerować i to pokonać. To w nas jest siła. Ona tam naprawdę jest w środku . Każda z nas ją ma.

A jak mamy ochote ponarzekać, to zróbmy to , ale nie zrzędźmy swojemu partnerowi do ucha co dzień. Jemu też nie jest lekko w nowej sytuacji. Pogadajmy do mamy, przyjaciółki, czy do lustra nawet ,ale po to tylko, żeby złapać dystans, bo narzekactwo nie daje siły.

To tyle , bo jakoś strasznie się dużo liter zrobiło i takie mądrulkowanie trochę wyszło z tego.
Trudno. Tak uważam.
Rodzina to cudowny, ale trudny twór. Wszyscy się tego uczymy każdego dnia.
Na pierwszy raz tyle.
Na koniec podpatrzone z życia:

Plac zabaw. Niedziela:
Mama i tata nareszcie razem z Zosią, Tosią, Helą, Helenką, Frankiem, Heniem, Antkiem, Maxem lub Eryczkiem.
Mama bawi się z dzieckiem jak co dzień, natomiast Tata jako gość niedzielny placu zabaw, siedzi na ławce. Tata pali papierosa.

Mama: Proszę cię kochanie...
Tata: Ale o co ci chodzi?
Mama: Kochanie proszę cię, to jest plac zabaw
Tata wściekły idzie do kosza na śmieci . Wyrzuca papierosa.
Mama zawsztydzona i poirytowana zachowaniem Taty mówi nieco na wyrost podniesionym głosem do swojego synka lub córeczki, potrząsając nim/nią:
Tyle razy Ci powtarzałam to i tamto, zaraz pójdziesz do domu.

TAK WIĘC APEL MÓJ DO KOBIET :
UWIERZCIE W SIEBIE. DACIE RADĘ. W SPOKOJU SIŁA.
Trwa ładowanie komentarzy...